Forum TERRACAN.PL

Forum użytkowników aut marki HYUNDAI TERRACAN

Drum bun, drum in lukru, Timisoreana i trochę Bułgarii

Wszystko o doświadczeniach w terenie z TERRACANEM.

Re: Drum bun, drum in lukru, Timisoreana i trochę Bułgarii

Postautor: barzuc » 28 sie 2014, 08:01

LeszekS pisze:
[...]
Zamień zielony na niebieski i będziesz miał flagę Rosji ;)
[...]

Teraz jak się dobrze przyjrzałem, to dostrzegłem swoją pomyłkę w postrzeganiu zielonego / niebieskiego :)
Już bez terka...
Inne 4x4
Moje (byłe) autko: viewtopic.php?f=9&t=2344
Zapraszam również na http://wzornica.blogspot.com/, http://www.wzornica.dakod.pl/
Awatar użytkownika
barzuc
 
Posty: 1522
Rejestracja: 10 lip 2013, 19:18
Lokalizacja: Wielkoposka / okolice Poznania

Re: Drum bun, drum in lukru, Timisoreana i trochę Bułgarii

Postautor: LeszekS » 28 sie 2014, 09:36

tomekk pisze:Witam !

O widzisz, wystarczy nazwa i orientacja względem dróg kierunkowych, będę szukał w internecie.
Co do Rumunii to już wiem, a napisz jak czułeś się w Bułgarii, ludzie mili, przyjaźni, spokojnie bez ekscesów ? Jest taka obiegowa opinia, że właśnie Bułgaria zrobiła się taką Rumunią lat 70. Napisz coś więcej właśnie o ludziach i ich stosunku do turystów itd. Jak ceny, jak sklepy, co jest dobre, a co złe do jedzenia ?

Pozdrawiam

Wygląda to tak

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Spokój, cisza, ludzie mili. Nawet ciszej niż w Rumunii, gdzie o dziwo dało się odczuć większe wpływy tureckie niż w Bułgarii. Ceny w sklepach bardziej niż przyjazne - Whisky Black Ram 0,5 l - 14 zł byłem w szoku, cygara po 4 zł smakowe np z rumem, jak ktoś oczywiście lubi, piwo Zagorka 2l - 6,20 zł po prostu żyć nie umierać. Chleb chyba 1 zł już nie pamiętam, ale śmiesznie tanio wychodziło. Paliwo diesel eurosuper - ponad 6 zł/1l i to była jedyna droga rzecz ;). Dementuję, że Bułgaria to Rumunia lat 70-tych... to w 100% cywilizowany kraj, no może oprócz slumsów na które trafiliśmy w Varnie... to był po prostu szok. Domy ekchm... "domy" pozbijane z dykty, desek, szczątek eternitu, syf, smród, brud i ubóstwo, walające się szczątki przenajróżniejszych przedmiotów (zardzewiałe rowery, stelaże ze sprężynami z łózek, szczątki lodówek czy telewizorów i masa wiszących na drzewach ciuchów, jak po jakiejś powodzi), no mówię wam jak na wysypisku śmieci. MASAKRA. Czegoś tak obrzydliwego jeszcze nie widziałem :!: Już po minięciu Burgas jadąc na południe w stronę Turcji ładne zadbane miasteczka, porządek, cisza. Generalnie skromnie, na kwaterze co prawda klima była, ale schody, korytarz wyłożone boazerią rzeczywiście jak u nas w latach 70-tych, ale na obronę muszę dodać, że mieszkaliśmy u starszej Pani, która była przemiła. Jak byliśmy u niej to wchodziła do naszego pokoju, bo np. zostawiała papier toaletowy, czy nawet umyła nam kiedyś naczynia :shock: . Od tamtej pory nie wychodziliśmy z pokoju nie zostawiając po sobie porządku :shock: :lol: Oczywiście robiła to wtedy kiedy nas nie było. Na kwaterach na przeciwko i obok było widać różnicę w starych i nowych czy odremontowanych zabudowaniach. W nowych były już oświetlenia LED, chromy i bramy na pilota.

A flagi Rosji i Bułgarii rzeczywiście bardzo podobne ;)
Moje Maleństwo Przód - amortyzatory Bilstein B6, tył - sprężyny Dobinsons +2", na oryginalnych amortyzatorach. Goodyear Wrangler 235/85 R16
Awatar użytkownika
LeszekS
 
Posty: 532
Rejestracja: 21 wrz 2013, 11:43
Lokalizacja: Kielce

Re: Drum bun, drum in lukru, Timisoreana i trochę Bułgarii

Postautor: tomekk » 29 sie 2014, 17:16

Witam !

O pięknie to opisałeś, dzięki za zdjęcia z lokalizacją.

Pozdrawiam
tomekk
 
Posty: 209
Rejestracja: 03 sty 2013, 13:50

Re: Drum bun, drum in lukru, Timisoreana i trochę Bułgarii

Postautor: LeszekS » 05 wrz 2014, 09:47

Wreszcie mam chwilę czasu to może coś uzupełnię, naszą historię rumuńsko - bułgarską.

Kolejne dni upływały na plażowaniu i wieczornym łażeniu po starym mieście Sozopola. W sumie nic ciekawego się nie działo, aż zobaczyliśmy w akcji służby sanitarne Sozopola. Kot do spółki z jeżem oczyszczali ulicę z odpadków z knajpki. Ktoś po prostu wyrzucił rybę na chodnik i zwierzaki się o nią prawie biły... Zgadnijcie kto wygrał :?: :D Ten ktoś albo był oswojony, albo cholernie zdesperowany z głodu bo:

Obrazek

Dawał się karmić z ręki. W drodze powrotnej na kwaterę trafiliśmy na posąg, którego nie było jeszcze 3 godziny wcześniej:

Obrazek

Mim wyglądał czadowo a poruszał się i pozwalał sobie robić zdjęcia dopiero po wrzuceniu pieniążka do tacy, która stała przed nim.

Wreszcie nadszedł czas powrotu. Ileż można siedzieć na wakacjach nie :?: :D Wreszcie się znudziło :lol:. Wiem, że będziemy wracać przez Rumunię. Po cichu zaczynam snuć plany, żeby przejechać przez którąś z tras, które przejechaliśmy w chmurach. Nie śmiem namawiać rodziny na obie trasy, ale może jedną udałoby się przejechać.... :roll: :twisted: Niestety w dniu wyjazdu, kiedy już wiedzieliśmy, że będziemy próbować atakować jedną z nich niebo zasnuło się ciężką pokrywą chmur. Zaczął wiać chłodny wiatr od morza. Nie napawało to optymizmem, ale gdzie wybrzeże Morza Czarnego, a gdzie Karpaty... Cały czas się tą myślą pocieszałem. Duch we mnie upadł gdy dojeżdżając do Bukaresztu pogoda się nie zmieniła na lepsze a wręcz zaczęło lekko siąpić.

Bukareszt to osobna bajka, bo takiego horroru nie przeżyłem w żadnej z Bałkańskich stolic przez które dane mi było przejechać. M.in. Zagrzeb, Sarajevo, Belgrad, Podgoricę, czy Ateny. Oni tam nie znają żadnych przepisów ruchu drogowego a mam wrażenie, że większość z nich nie ma prawa jazdy :shock: Tak totalnego chaosu nie widziałem nigdzie - tego się NIE DA OPISAĆ :!: :!: :!: Po dwa samochody na skrzyżowanie wjeżdżają z podrzędnej, tak, że nie pozwalają przejechać tym, którzy są na głównej, ale to nie wszystko, bo zderzak w zderzak jadą za nimi kolejne dwa, mimo, że jest tylko jeden pas, a one zasuwają koło siebie :shock:. Istna masakra. W końcu gdy znalazłem się między mniejszymi samochodami od siebie wcisnąłem pedał w podłogę i na jedynce ruszając z piskiem opon zawinąłem się, żeby zjechać z głównej w podrzędną (aż żona wrzasnęła UWAŻAJ, ale było już za późno, bo byłem na środku skrzyżowania), bo inaczej stałbym tam do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej. NIGDY WIĘCEJ BUKARESZTU... NEVER :!: :!: :!:

No Bukareszt minięty, jedziemy dalej, ale pogoda nie pociesza. Gdzieś daleko na północy przebija się słońce, ale to za mało, to stanowczo za mało. Mamy chytry plan zatrzymać się w jakimś motelu gdzieś między obiema trasami i wreszcie udaje się. Miasteczko Horezu -> Link z prawej strony wjechaliśmy do miasteczka, a tam gdzie jest pierwszy szyld "67" przed wjazdem tam był nasz motel.

Zdjęcie google street view
Obrazek

Dom z czerwonym dachem bardzo przyjemny, schludny i czysty, a pokój za 100 Lei za nocleg w trzyosobowym dość dużym pokoju z TV SAT, tylko WiFi nie doświadczyliśmy, ale ... zbytek. Było już dość późno, więc wszystkie stragany z wyrobami ceramicznymi zamknięte. Szkoda, bo fajne rzeczy można tam było kupić, ale tanio nie było z tego co widzieliśmy przez witryny.

Pełen obaw o następny dzień, kładłem się spać... chmury nadal wisiały nad nami i było duże ryzyko, że sobie darujemy ten przejazd.

Mam nadzieję, że już niedługo uda mi się spisać co było dalej :mrgreen: i czy przejechaliśmy, którąś z tras czy nie :?: ;)
Moje Maleństwo Przód - amortyzatory Bilstein B6, tył - sprężyny Dobinsons +2", na oryginalnych amortyzatorach. Goodyear Wrangler 235/85 R16
Awatar użytkownika
LeszekS
 
Posty: 532
Rejestracja: 21 wrz 2013, 11:43
Lokalizacja: Kielce

Re: Drum bun, drum in lukru, Timisoreana i trochę Bułgarii

Postautor: tomekk » 05 wrz 2014, 21:34

Witam !

My w Rumunii wyrobiliśmy sobie nawyk generalnego wymuszania, poprzez wsuwanie się co metr do przodu. Nie sposób jest w inny sposób wyjechać z podporządkowanej. Zauważyłem jeszcze jedną rzecz - wyprzedzanie na trzeciego i to nie, że młodziki, ale jest to norma od młodych po statecznych starszych kierowców. Oni w ten sposób jeżdżąc mają świadomość, że zawsze, ale to zawsze ten z przeciwka zjedzie na bok. Generalnie brak jest chamówy i nerwówki, po prostu są przewidywalni w swoich wykroczeniach i trzeba się do tego dostosować. Najlepsze było jak jechaliśmy w 6 zestawów z przyczepami przez ring dookoła Bukaresztu od południa. Obwodnica żeby było śmiesznie jest drogą podporządkowaną i cały czas był problem z utrzymaniem się w kontakcie wzrokowym pomiędzy załogami. Na skrzyżowaniu jak stawałem, to zaraz z lewej i prawej ustawiali się Rumuni gotowi do wymuszania, jak tylko powoli podsuwali się do przodu robiłem to samo, aż auto z drogi z pierwszeństwem nie mógł już jechać i wtedy gazu i do przodu. Raz to nawet policja zatrzymała ruch, żeby kolegę z 8-mio metrową przyczepą przepuszczono. Śmialiśmy się, że może myśleli, że to król cyganów jedzie. :lol:

Pozdrawiam
tomekk
 
Posty: 209
Rejestracja: 03 sty 2013, 13:50

Re: Drum bun, drum in lukru, Timisoreana i trochę Bułgarii

Postautor: LeszekS » 06 wrz 2014, 08:01

Nieeee, w ogóle ta obwodnica Bukaresztu to jakaś jedna wielka porażka. Ja bym się chyba do tego nie przyzwyczaił.

To nie mieliście CB radia żeby się porozumiewać :?: tylko kontakt wzrokowy :?:

No 8 m przyczepa to już kawał domu na kółkach :lol:, a z tym przepuszczaniem przez policjantów to doświadczyłem tego w Albanii, kiedy mieliśmy przejechać przez mostek ze stalowej konstrukcji i drewnianych desek zamiast normalnej nawierzchni. tam mieliśmy hard core ograniczenie na moście 10 km/h i DMC 3,5t a myśmy byli wyładowani i ważyliśmy ok 2,7t otworzyłem okna przejeżdżając jak policjant siedzący po przeciwnej stronie zatrzymał ruch i nasłuchiwałem skrzypienia tych starych dech... Nie zapomnę tego. Poniżej taki sam most, ale na rzece Tarze na granicy czarnogórsko - bośniackiej.

Obrazek
Moje Maleństwo Przód - amortyzatory Bilstein B6, tył - sprężyny Dobinsons +2", na oryginalnych amortyzatorach. Goodyear Wrangler 235/85 R16
Awatar użytkownika
LeszekS
 
Posty: 532
Rejestracja: 21 wrz 2013, 11:43
Lokalizacja: Kielce

Re: Drum bun, drum in lukru, Timisoreana i trochę Bułgarii

Postautor: tomekk » 06 wrz 2014, 18:34

Witam !

CB mieliśmy, ale chcieliśmy trzymać się w kupie, bo karawana czasami rozciągała się na 1-2 km.

Pozdrawiam
tomekk
 
Posty: 209
Rejestracja: 03 sty 2013, 13:50

Re: Drum bun, drum in lukru, Timisoreana i trochę Bułgarii

Postautor: LeszekS » 17 wrz 2014, 10:27

Hej, nasza rumuńsko - bułgarska opowieść zbliża się do końca.

Poranek obudził mnie zdecydowanie ostrym słońcem... byliśmy tuż tuż Transalpiny. Tej nocy śniło mi się, że limit na mojej karcie kredytowej się skończył. Był to znak żeby wracać do domu. Słońce wzeszło zza gór i oświetliło pięknie całe miasteczko. Znów zerwałem rodzinę tekstem: "nie spać, zwiedzać :!: " A po śniadaniu jak już byliśmy ogarnięci, rzuciłem hasło: Transalpina again :D. Gdzieś na horyzoncie zaczęły pojawiać się delikatne chmurki. Jak w górach pojawiają się chmury, to może to oznaczać dwie rzeczy, albo takie pozostaną, albo zbiorą się w jedną i zacznie znowu lać. Czym prędzej wskoczyliśmy do naszego dzielnego Maleństwa aby po raz ostatni tych wakacji dać mu wycisk i pognaliśmy w stronę Transalpiny. Ponad 130 km pokonywane przez kilka godzin mogło w efekcie spowodować, że znajdziemy się na szczycie w załamaniu pogody.

Musiałem zaryzykować i udało się. Wysiłek został nagrodzony :)

Zbliżamy się do szczytu
Obrazek

Wiedziałem, jadąc w stronę wybrzeża, na początku wakacji, że widoki byłyby genialne i była to prawda. Nie wytrzymałem po prostu i musiałem zjechać z drogi. Co prawda jakiegoś hardcore'owego terenu nie było, ale :) morda mi się cieszyła, że jestem na wysokości powyżej 2000 m poza drogą własnym samochodem 1300 km od domu :)
Obrazek

Droga widziana spoza drogi :)
Obrazek

I przeszczęśliwa młodzież :) Adam był pierwszy, który podżegał do zjazdu z drogi, aż sam go musiałem hamować ;)
Obrazek

Lost in Carpatia :D
Obrazek

Wreszcie po długich spacerach po górach dotarliśmy samochodem na sam szczyt Transalpiny. W tle widać drogę, którą będziemy zjeżdżać w dół, a po prawej załamanie pogody i goniące nas chmury.
Obrazek

Obrazek

Na górze trochę znów się poszwędaliśmy między straganami, a jakże, przy temperaturze nie przekraczającej 10*C. Kupiłem sobie kieliszek z Transalpiną w skórzanym mieszku i na rzemyku... jeszcze go nie użyłem do tej pory, ale wkrótce trzeba będzie to zrobić :D

Wreszcie przyszła pora na pożegnanie się ze szczytem Transalpiny i zjazd w dół. Tyle czasu nam zeszło po drodze, że poczuliśmy sporawy głód. Cóż, w końcu trzeba było się zatrzymać na obiad. Nie mogłem odpuścić, żeby nie skorzystać z okazji zjechania nad rzekę :D. Znów mi się mordka cieszyła, osobówką bym się nie odważył. Nasze prowizoryczne obozowisko:
Obrazek

Obrazek

Wreszcie przyszedł czas na to co sobie postanowiłem od samego początku zjeżdżając nad tę rzekę. Było to dla mnie coś co sprawiało, że miałem gęsią skórkę na rękach, a włosy stawały dęba na rękach. Ustawiłem żonę z aparatem nad brzegiem rzeki i poszedłem z synem do samochodu. 4H, następnie 4L... tylko żona spytała po drodze, czy wiem co robię... nie do końca byłem przekonany więc tylko odparłem: "Nie wiem". Pierwszy raz tej wyprawy wprawiłem ją chyba w stan mocnego osłupienia.

Powoli, turlając się po kamienistym dnie zanurzyliśmy samochód w bystry nurt rzeki.
Obrazek

Wszystko OK przejechaliśmy, ale żona zostałą na drugim brzegu więc... co :?: Wracamy :), ale czy damy radę :?: Nie powiem, bo płytko nie było. Na zdjęciu tego nie widać, ale momentami, jak samochód zsuwał się między kamienie koła zatapiały się pod wodą całkiem. Cóż męska decyzja wracamy tym samym brodem.
Obrazek

Młody co chwila z siebie wydawał dźwięki przypominające uhhhh, łaaaał, łooooo, łoooooooo. Mnie też się udzieliła jego adrenalina, a może było na odwrót ;). W każdym razie pożegnanie z Transalpiną zafundowałem sobie i synowi pierwszorzędne.

I to by było ostatnie zdjęcie, ale muszę na koniec dodać, że mieliśmy nocować gdzieś przy granicy rumuńsko - węgierskiej lub już w Debreczynie na Węgrzech. Tankowanie było jeszcze w Bułgarii, ale chciałem zatankować już na Węgrzech, bo tam taniej. W Oradei lampka księgowego świeciła mi się już na stałe, ale myślałem, że do granicy z Węgrami jest kilkanaście km więc dojadę. OK, dojechałem, ale na Węgrzech same pola jak okiem sięgnąć, a ja bez baniaczka z paliwem :shock: :o Pierwszy raz na prawdę poczułem stres, że zostaniemy w polach bez paliwa, na obcej ziemi, bez znajomości węgierskiego.... jedziemy, jedziemy... już się zastanawiałem jakby można było wyciągnąć szpej campingowy bez wypakowywania całego bagażnika ;). Wreszcie JEST DEBRECZYN :!: :!: :!: Jesteśmy uratowani. Darłem się jak Stuhr w Sexmisji: Max, jesteśmy uratowani, patrz, patrz, bocian, jeśli on może żyć to my też możemy :!: Ha haaaa" Podjechałem na Agip'a i wsadziłem lufę pistoletu w gardziel zbiornika. 70l, 71, 71,5, 72, 72,5.... pyk, 72,6l wlałem do zbiornika. Nogi mi ponownie zmiękły. w zbiorniku zostało nam zaledwie 2,4 litra ropy :!: Może jeszcze ze 25 km byśmy przejechali, ale .... wierzyć mi się w to nie chciało, taki fart :!:

Poszedłem na stację zapłacić. Pani przeciąga moją kartę i zonk, raz, drugi, trzeci. Limit się skończył :lol:, przypomniałem sobie mój sen :lol:. Ja pierdziu .... dobrze, że miałem jeszcze przy sobie płatniczą. :? Zapłaciłem. Zbiornik pełny brzuchy po drodze najedzone, a co jedziemy dalej, bo dopiero zaczęło się zmierzchać. Jadę dopóki będę mógł, jak coś, to się gdzieś na Węgrzech zatrzymamy. Niestety jak wpadliśmy na autostradę to już nie patrzyłem na spalanie. Darłem momentami i 150 a raczej to były dłuższe momenty, na tyle dłuższe, że jeszcze z ostatnimi promieniami słońca, już poniżej linii horyzontu zobaczyliśmy Słowację. Już tak niedaleko do domu mamy... Jak wpadliśmy na autostradę słowacką no to już nie było się co zatrzymywać.... W ten sposób dotarliśmy do domu o godzinie 4 nad ranem.

Sfârșit
Moje Maleństwo Przód - amortyzatory Bilstein B6, tył - sprężyny Dobinsons +2", na oryginalnych amortyzatorach. Goodyear Wrangler 235/85 R16
Awatar użytkownika
LeszekS
 
Posty: 532
Rejestracja: 21 wrz 2013, 11:43
Lokalizacja: Kielce

Re: Drum bun, drum in lukru, Timisoreana i trochę Bułgarii

Postautor: Sobiech » 17 wrz 2014, 12:34

No Leszku, jeśli to był ostatni odcinek Twojej opowieści to idę się pochlastać, wspaniała przygoda, pięknie opisana i udokumentowana. Z każdym odcinkiem narastała we mnie chęć spakowania się i wypierniczania przed siebie - szkoda że to nie takie proste...
Dzięki za przygodę w której dzięki sprawozdaniu mieliśmy okazje brać udział. Informację się przydadzą (mam nadzieje). Mam również nadzieję iż mój syn (7 l.) tak samo pozytywnie zareaguje na włóczęgę.

pozdrawiam i życzę kolejnych kilometrów.
Sobiech
 
Posty: 125
Rejestracja: 10 sty 2013, 23:55
Lokalizacja: Warszawa

Re: Drum bun, drum in lukru, Timisoreana i trochę Bułgarii

Postautor: LeszekS » 18 wrz 2014, 11:42

Ehhhh no to już niestety koniec wyprawy. Potem już tylko powrót do szarej rzeczywistości. Mam tyle roboty, że już dawno zapomniałem o wakacjach. Znów przydałby się jakiś odpoczynek, ale nie ma "letko" w życiu. Trza orać ;). Suma sumarum 2,5 tygodniowy wyjazd dla trzyosobowej rodziny bez oszczędzania zamknął nam się kwotą 6250 zł. Biorąc pod uwagę koszt paliwa - 1/3 całej kwoty to w sumie niewiele :)
Moje Maleństwo Przód - amortyzatory Bilstein B6, tył - sprężyny Dobinsons +2", na oryginalnych amortyzatorach. Goodyear Wrangler 235/85 R16
Awatar użytkownika
LeszekS
 
Posty: 532
Rejestracja: 21 wrz 2013, 11:43
Lokalizacja: Kielce

PoprzedniaNastępna

Wróć do W TERENIE



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Technologię dostarcza phpBB® Forum Software © phpBB Group
Theme created by StylerBB.net